Jaśniok. Zawsze jasne zasady.

Strona śląskiego samorządowca i akademika

Moja droga w samorządzie

Filozofia działania

Zmieniam się cały czas.
Zmieniają się Gliwice, zmieniam się ja. Staram się, by na lepsze.

Zaczynałem jako wolontariusz, potem jako szeregowy radny. Gdy uzyskałem najwyższy wynik wyborczy w swoim okręgu wyborczym (Zatorze, Szobiszowice, Żerniki) radni postanowili, bym przewodniczył jednej z komisji Rady.
Każdego dnia poznaję nowe fakty i uczę się. Pozornie zwykła rozmowa z mieszkańcem interweniującym w jakiejś sprawie potrafi mi otworzyć oczy na niedostrzegany wcześniej problem.
W jednym pozostaję niezmienny. Działam dla mieszkańców, nie dla partii.
Jestem niezależny - finansowo i intelektualnie.


Lata 2010-2014

W ostatnich miesiącach 2010 roku jako jedyny radny odwiedziłem osobiście ponad 2 500 mieszkańców. Z każdym dniem liczba ta stawała się coraz większa. Dziękuję za życzliwość, z jaką się spotykałem. Uważnie słuchałem Państwa uwag i opinii. Oto konkretny program, będący wynikiem naszej współpracy. Zawiera on najistotniejsze punkty wymagające realizacji w naszej dzielnicy.

  • 1 Sprawozdanie
    1 Sprawozdanie
  • 2 Sprawozdanie
    2 Sprawozdanie
  • 3 Program
    3 Program


Lata 2006-2010

Kampania już zakończona, ale niech ten program tu pozostanie. Chciałbym, by wyborcy na bieżąco mogli obserwować, jak poszczególne punkty są realizowane.


Lata 2002-2006

Ten okres to już niemal prehistoria. Niewiele materiałów mam w swej bibliotece. Jeśli ktoś dysponuje skanami, byłbym bardzo zobowiązany. Ten czas, jak i lata wcześniejsze, ukształtowały mnie mocno i wspominam je jako jeden z najaktywniejszych okresów w życiu.


Lata 1998-2002
Pierwsza kadencja, a w niej ja - jeden z najmłodszych, bo 22 latek. Było nas wówczas w Radzie aż pięćdziesięciu. Sądzę, że to był dobry mój czas - mądrych, wspólnych decyzji, poznawania innych punktów widzenia i uczenia się politycznej tolerancji. Socjaldemokracja nauczyła mnie znaczenia, które należy przywiązywać do pojedynczego człowieka, roli inwestycji w ludzi, a nie tylko w rzeczy materialne. Miałem dużo szczęścia, że trafiłem na takich ludzi jak dr Mariusz Staszewski, który pokazał mi, że polityka może być moralna i odpowiedzialna.
Tylko ten jeden materiał pozostał w mojej bibliotece. Aparatów cyfrowych nie było, a skanery (dla nieprofesjonalistów) miały słabą jakość. Nie miałem wtedy jeszcze nawet telefonu komórkowego ;) Jeśli ktoś dysponuje skanami, byłbym bardzo zobowiązany.

Wybrane wypowiedzi prasowe

Gromadzenie wycinków prasowych i późniejsze ich czytanie jest ciekawym doświadczeniem. To łatwy sposób, by przekonać się, jak ewoluowały opinie. Kiedy czytam wcześniejsze teksty, myślę, że coś mógłbym napisać (powiedzieć) lepiej. Ale ich się nie wstydzę.
Uważam, że media lokalne są niezwykle ważnym elementem funkcjonowania samorządu. Nie tylko przekazują ważne informacje, ale istotnie wspierają kontakt radnych z mieszkańcami. W przeciwieństwie do wielu innych radnych ja wierzę w obiektywizm dziennikarzy. Dzięki „Nowinom Gliwickim”, „Dziennikowi Zachodniemu”, „Gazecie Wyborczej” i „Gazecie Gliwickiej” mogłem zapoznawać się z opiniami mieszkańców o jakości życia w mieście, o bieżących, czasem prostych problemach, mogłem liczyć także na życzliwość wszystkich redakcji i prezentować własne inicjatywy, najczęściej z zakresu polityki społecznej.

Poniżej zamieszczam kilkanaście opinii, które prezentowałem w prasie. Pokazują w pewien sposób drogę, którą przeszedłem, by stać się tym człowiekiem, jakim jestem obecnie.

1. Zatorski Blues – opowiadanie o pięknej dzielnicy miasta dokonane przez trzech liderów lokalnych, w tym początkującego radnego (czyli mnie), Nowiny Gliwickie, 1999


(...) Ogromna połać ziemi, tej za kolejowymi torami, dzieli od hałaśliwego i bogatego centrum czas odmierzany wskazówkami dworcowego zegara. Czas, który dla wielu płynie tak samo jak przed laty, nie niosąc zmian. Ale niesprawiedliwe byłoby sądzenie wszystkiego jedną miarą: choć dzielnicy trudno otrząsnąć się z piętna "zapomniana", próbuje, tarmosi się, zmaga z rzeczywistością. Jednak zmiany postępują bardzo powoli, bo wybudzić z letargu jest niezwykle trudno, bo przekonać, że można inaczej też nie łatwo.
Nie ma fabryk, zakładów, nowoczesnych technologii, nie widać gospodarczego boomu. Te, co były albo zlikwidowano albo sprywatyzowano - wielu ludzi straciło więc pracę. Michał Jaśniok radny z Zatorza sporządził listę atutów i słabości dzielnicy. Dla porządku, że był punkt zaczepienia do dyskusji. Jest radnym pierwszy raz: nie organizował tradycyjnej kampanii ze spotkaniami, wolał chodzić po domach, rozmawiać z ludźmi, poznać dzielnicę od kuchni, od środka. Próbować spojrzeć na nią oczyma tych, którzy są tu od dawna. -Dowiedziałem się wtedy różnych rzeczy, skarżono się, że nikt już dzisiaj o Zatorzu nie pamięta, że duże bezrobocie, bieda, że jest młodzież, której nikt nie potrafi mądrze zagospodarować wolnego czasu. Myślałem, że wspólnie coś zdziałamy, ale nic takiego się nie zdarzyło - mówi. Jaśniok ma dwadzieścia cztery lata i kończy studia w Akademii Ekonomiczej. Będzie bronił pracy magisterskiej z marketingu politycznego. - Jak dobrze sprzedawać wizerunek polityka, jego idee, programy. Każdy kandydat, czy to lokalny czy z pierwszych stron gazet, ma swoje dobre strony. Trzeba to wykorzystać, trzeba umiejętnie pokazać - tłumaczy. Praca radnego była ważnym impulsem do wyboru kierunku studiów, bo wiele się dzięki niej nauczył. -Zatorze - wielka dzielnica i wielkie problemy - mówi cicho. Mało radosna, ze smutnymi ludźmi, przeważnie starszymi, oglądającymi świat z perspektywy podwórkowej ławeczki. To zaledwie kilka minut jazdy samochodem do śródmieścia, ale kto chce tu inwestować czy otwierać biura? Wolą centrum albo północną część miasta, tam gdzie strefa, fabryki, nowe osiedla, drogi. - To nie do końca prawda - Jaśniok zaraz udowodni, że tak całkiem źle nie jest. - Na Warszawskiej powstanie centrum, gdzie znajdą siedzibę różne instytucje, będą poradnie, przeniesie się policja, pogotowie. Wie, że ludzie z Zatorza potrafią pokazać pazury: ostatnio w sprawie poszerzenia cmentarza Lipowego. - Były ostre walki, jedna grupa licytowała drugą ilością zebranych podpisów. Jednak potrafią się integrować, szkoda, że w tak konfliktowych okolicznościach. Może brakuje autorytetów, które popchną do działania, może potrzeba kilku zapaleńców? - zastanawia się. Ale o tych ostatnich dzisiaj coraz trudniej, bo obojętność, potrafi zabić w człowieku zapał i chęć zmieniania świata. Z dokumentu "Diagnoza problemów społecznych i wskazania do programu pomocy społecznej w Gliwicach" wynika, że spośród 25 tysięcy mieszkańców dzielnicy ponad 800 rodzin objętych jest pomocą społeczną. Najczęściej występujące zjawiska to: ubóstwo (58% liczby rodzin będących pod opieka socjalną), bezrobocie ( 46%), bezradność (14%), alkoholizm (12%). Nie plasują się jednak na ostatnich, najgorszych miejscach (...).
Lista Jaśnioka z dzielnicowymi słabościami : brak propozycji spędzania wolnego czasu dla dzieci i młodzieży, mnóstwo knajp, tanich restauracji, bardzo taniego piwa, sklepów alkoholowych, dewastacja Parku Leśnego, brak pomysłów na jego zagospodarowanie (Chyba, że za taki uznamy wycinkę drzew - mówi radny), brak sygnalizacji świetlnej przy zbiegu ulic Chorzowska , Poniatowskiego, Dąbrowskiego, groźna dyskoteka "Bravo"; od 25 lat nie ma przejścia łączącego dworzec PKP z Zatorzem. - To problem ostatniego półwiecza. Narzekamy na izolacje dzielnicy ale to właśnie brak takiego połączenia jest jej faktycznym powodem - mówi Jaśniok. Gmina twierdziła, że kolej jest przeciwniczką takiego rozwiązania, bo wyłączone zostaną tory, kolej - że to gmina spowalnia proces, bo nie daje pieniędzy. I tak przez lata. - W tym rejonie jest mnóstwo wypadków. Kiedyś stałem tam tylko godzinę, od 7 do 8 rano, przez tory skracało sobie drogę prawie osiemdziesiąt osób - Jaśniok nie ma wątpliwości, że przejście należy zbudować jak najprędzej. I stało się: gmina zdecydowała, że da pieniądze na modernizację. Przewidziano dwa etapy realizacji inwestycji: pierwszy to projekt techniczny (w 2000 roku za 200 tys.), kolejne - w następnych latach aż do zakończenia w 2004. Całość będzie kosztować 10 mln.







- To najważniejsza inwestycja dla dzielnicy - podkreśla Jaśniok. Ma też pomysły na uaktywnienie dzielnicy: klub dla młodzieży, gdzie można sprzedawać napoje, gazety, słodycze. - Działalność gospodarcza na małą skalę, ale ucząca odpowiedzialności". Niewielkim nakładem zagospodarowanie czasu dużej grupy młodych ludzi bez perspektyw na coś lepszego - dodaje Jaśniok
___________________________________________________________________________



2. Made in Gliwice – o stronie internetowej Urzędu Miasta, która na mój wniosek  znalazła się pod lupą najpierw Komisji Kultury i Promocji, a potem Komisji Rewizyjnej – M. Lichecka, Nowiny Gliwickie, 2004



Rozdysponowanie prawie dwumilionowego budżetu Biura Promocji budzi spore emocje u grupy gliwickich radnych z SLD. Zdaniem Piotra Popiela. naczelnika Biura jest to bezzasadne. - Nie twierdzę, że 1,8 miliona jest małą kwotą. Ale to 0,3 procent miejskiego budżetu. Kilka lat temu biuro zajmowało się tylko promocją. Od tego czasu sytuacja bardzo się zmieniła, zadań przybyło więc i nasz budżet wzrósł. Zresztą każdemu zadaniu przypisane są konkretne wydatki, a wszystko zapisane w uchwale budżetowej - komentuje pretensje radnych Piotr Popiel. Innego zdania są osoby z komisji kultury i promocji. Biuro podlega prezydentowi miasta, ale komisja ma prawo do oceny jego pracy. I nie jest ona dobra. Michał Jaśniok i Sławomir Nowak (niezależny członek komisji) nie kwestionują potrzeby jego istnienia. Promocja miasta - ich zdaniem - jest ważna. Kwestionują natomiast sposób wykorzystywania pieniędzy (...). Michał Jaśniok i Sławek Nowak z komisji kultury i promocji są zgodni co tego, że bez promocji ani rusz. Ale dlaczego tak duże pieniądze są źle wykorzystywane? Dlaczego co innego zapisuje się w uchwale budżetowej starannie dopieszczanej, a później koryguje i przesuwa tak, że to, co zakładano ma się nijak do rzeczywistych działań? Takie pytania chodzą po głowach radnych za każdym razem gdy przyjdzie im oceniać pracę Biura. - Zaraz wytłumaczę: budżet miejski uchwalany na sesji to jedna z ważniejszych gminnych uchwał. Ustalamy i zadania i pieniądze jakie na nie przeznaczamy. Potem - tak dzieje się nagminnie w przypadku Biura Promocji - już w trakcie roku dokonuje się przesunięć, bo jakieś zadanie pozostało w sferze pomysłu, a przecież trzeba zagospodarować pieniądze, bo uciekną - radny Jaśniok jest wyraźnie zaniepokojony takimi działaniami Biura. Jako przykład podaje tablice informacyjne, które miały się pojawić w różnych punktach miasta. Były na to pieniądze w budżecie biura, ale koncepcja upadała. Przesunięto więc środki na aktualizację serwisu internetowego. Jaśniok nie jest zadowolony z pracy biura z co najmniej kilku powodów: to bodaj najliczniejszy wydział urzędu. - Kiedyś wystarczały dwie osoby teraz jest trzynaście - komentuje. Po drugie radni dowiadują się o poczynaniach biura jako ostatni i często post factum, po trzecie nie ma żadnej kontroli nad tym co ono robi. - Kiedyś spróbowaliśmy wprowadzić kilka drobnych poprawek do uchwały dotyczącej budżetu biura to zaraz podniósł się krzyk, że to personalny atak - dodaje Jaśniok. - Ciągle słyszymy o kryzysie, o dziurze i oszczędzaniu. Może warto to także odnieść do Biura Promocji. Jeszcze się nie zdarzyło by wykazali nie wykorzystane środki.
___________________________________________________________________________



3. Oni wychodzą na prostą – o Punkcie Aktywizacji Bezrobotnych w Gliwicach, Dziennik Zachodni, 2006



Wręczenie świadectw ukończenia kursu „Wyprowadzić na prostą” w Punkcie Aktywizacji Bezrobotnych, prowadzonym przez Towarzystwo Przyjaciół im. Brata Alberta, było wczoraj okazją nie tylko do gratulowania wytrwałym kursantom. Dziesięć osób, które kończyły kurs komputerowy dostało wczoraj szansę na nowe, zawodowe perspektywy (...). Słowa uznania pod kierunkiem Jana Sznajdera, szefa gliwickiego Towarzystwa im. Brata Alberta i wszystkich koordynatorów programu popłynęły z wielu stron. Radny Michał Jaśniok, przewodniczący Komisji ds. Rodziny i Polityki Społecznej bardzo wysoko oceniając te poczynania życzył, aby lokalni politycy nie przeszkadzali w takich inicjatywach.
- Mogę państwa zapewnić, że radni trzymają kciuki za aktywnych i sprzyjają takim inicjatywom – podkreślał Jaśniok.
___________________________________________________________________________



4. Wypowiedź autorska o problemie korupcji, Nowiny Gliwickie, 2003



Większość politycznych ugrupowań w Polsce, w związku z informacjami na temat afer, w które zamieszani są politycy na różnych szczeblach zarządzania, przeżywa kryzys swojego wizerunku. Ugrupowania te zrzeszają wiele setek (a nawet tysięcy) członków i do tej pory nie wypracowały skutecznych metod przyjmowania w swoje szeregi osób o nieposzlakowanej opinii. Taka weryfikacja następuje z konieczności już po fakcie, kiedy okazuje się, że polityk znalazł się w ostrym konflikcie z prawem. Właśnie tak stało się w przypadku lokalnych działaczy SLD w Starachowicach, podejrzewanych o wyłudzenia odszkodowań oraz w przypadku szefa klubu radnych i członka Prawa i Sprawiedliwości w Żorach, osadzonego w areszcie pod zarzutem wyłudzenia ponad 170 000 zł pod pretekstem prowadzenia działalności charytatywnej. Te dwie sprawy miały miejsce w podobnym czasie i jest ich bez wątpienia więcej. Wpływają one na negatywny odbiór nie tylko ugrupowań, o których w danej chwili pisze prasa, ale przede wszystkim pogłębiają niechęć Polaków do uczestnictwa w życiu publicznym. Wiarę w to, że polityk może być uczciwy i że warto w wyborach głosować na swoich przedstawicieli, wykazują już tylko nieliczni. Ten zły osąd krzywdzi np. wielu samorządowców, którzy z korupcją i matactwami nic nie mają wspólnego. Afery te, pomimo że dotyczą lokalnych struktur partii oraz poszczególnych działaczy, bardzo istotnie zakłócają wizerunek danego ugrupowania na każdym poziomie jego działalności Jakim „orężem” dysponują mieszkańcy, by uchronić się przed korupcją w swoim mieście? Do dyspozycji posiadają pięć władz: (1) sądowniczą, (2) ustawodawczą, poprzez swoich reprezentantów w Sejmie, Senacie, Sejmiku Wojewódzkim i Radzie Miejskiej, (3) wykonawczą - Rząd RP i Prezydenta Miasta, (4) media obywatelskie oraz (5) organizacje pozarządowe, np. te działające na rzecz praw obywatelskich. Wydaje się, że najbardziej zdeterminowane w walce z korupcją są dwie ostatnie, gdyż de facto nie są organami władzy publicznej. W ostatnim czasie w życie weszła jednak ustawa o jawności życia publicznego, która umożliwia wszystkim mieszkańcom posiadanie wglądu w pracę Urzędu Miasta i poszczególnych radnych na każdym etapie ich działalności. To nowość dająca mieszkańcom nie tylko możliwość wpływu na decyzje swoich przedstawicieli, ale udostępniająca bardzo istotne narzędzie kontroli. Sesje Rady Miasta, a także posiedzenia komisji, są jawne i może w nich brać udział każdy mieszkaniec miasta zadając wiele nawet bardzo dociekliwych pytań. Dzięki intensywnej pracy dziennikarzy i coraz skuteczniejszej pracy Policji tegoroczne lato nie jest dobrym okresem dla biznesmenów, występujących pod szyldem partii politycznych. Sądzę jednak, że uważne obserwowanie przez mieszkańców pracy radnych i urzędników, dokładne patrzenie im na ręce, weryfikowanie corocznie składanych zeznań majątkowych, jest sposobem wielokrotnie skuteczniejszym, by wyeliminować z publicznego życia osoby skorumpowane. Jeżeli mieszkańcy z takiego prawa nie korzystają, to świadomie godzą się na kolejne rozczarowania, które przynosić im będą znani wyłącznie z kolorowych plakatów wyborczych „politycy z o.o.”.
___________________________________________________________________________



5. Wypowiedź autorska o losach wniosków społecznych kierowanych do budżetu miasta, Nowiny Gliwickie, 2003.



W nawiązaniu do relacji „Nowin Gliwickich” z ostatniej Sesji Rady Miejskiej w Gliwicach poświęconej budżetowi miasta na 2003 rok pragnę wyjaśnić, jaki los spotkał wnioski odnoszące się do sfery społecznej, zgłoszone przez radnych i komisje branżowe. Zawarta w artykule informacja jest bardzo nieprecyzyjna i może wprowadzać w błąd. W toku dyskusji nad Wieloletnim Planem Inwestycyjnym oraz projektem uchwały budżetowej m.in. Komisja ds. Rodziny i Polityki Społecznej wnioskowała o: (1) modernizację CO w Domu Dziecka nr 2, (2) przyspieszenie realizacji Centrum Interwencji Kryzysowej, (3) dostosowanie sali gimnastycznej w SP nr 1 do potrzeb osób niepełnosprawnych, (4) prowadzenie tzw. badań przesiewowych w ramach bilansu 4-latka przez jednostki służby zdrowia, (5) prowadzenie diagnozy i późniejszej terapii 4-latków z problemem o podłożu psychologicznym przez Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną, (5) nieodpłatny wstęp na baseny dla osób niepełnosprawnych, (6) możliwość nieodpłatnego korzystania przez młodzież z miejskich obiektów sportowych. W wyniku konsultacji pomiędzy radnymi, komisjami Rady a kierownictwem miasta, Prezydent Miasta na sesji zadeklarował, że wszystkie powyższe wnioski będą realizowane w bieżącym roku (niektóre z nich będą wymagały doprecyzowania). Żaden klub radnych, w szczególności SLD – co sugeruje autor, żadna komisja branżowa, ani też grupa radnych oczywiście nie wycofała się ze swych społecznych propozycji – przeciwnie: dzięki woli osiągnięcia porozumienia, udało się Radzie Miejskiej oraz Prezydentowi Miasta wypracować kompromis. Nie znalazły uznania Prezydenta natomiast dwa wnioski zgłoszone przez radnych: (1) rozszerzenia zakresu dożywiania dzieci w szkołach podstawowych i gimnazjach (zdaniem Prezydenta wnioskodawcy nie zaproponowali czytelnego rozdziału pieniędzy na to zadanie) oraz (2) dodatkowego dofinansowania gliwickich szpitali w sprzęt medyczny. Warto jednak zaznaczyć, że na swoich spotkaniach komisje Rady Miejskiej zajmą się doprecyzowaniem tych wniosków i – jeśli wszyscy włodarze miasta wykażą dalszą wolę współdziałania – istnieje szansa, że te zadania również zostaną przyjęte do realizacji. W tej sytuacji nie trudno dostrzec, że przyjęty 27 lutego budżet miasta Gliwice na 2003 rok wprowadził zupełnie nowe zadania w ramach lokalnego systemu polityki społecznej, których pierwsze efekty powinny być znane w przyszłym roku.
___________________________________________________________________________



6. O bezpieczeństwie dzieci na przejściach dla pieszych, Dziennik Zachodni, 2005



Radni Michał Jaśniok, Iwona Filar i Krystyna Sowa zwrócili się do prezydenta Zygmunta Frankiewicza o zatrudnienie tak zwanych asystentów drogowych na przejściach dla pieszych, którymi często poruszają się dzieci. Chodzi zwłaszcza o przejście na ulicy Daszyńskiego, uczęszczane przez uczniów Szkoły Podstawowej nr 10. Zdaniem mieszkańców, szeroka droga zachęca kierowców do mocniejszego naciśnięcia pedału gazu. Szkoła już dwukrotnie kierowała do gliwickiego magistratu pisma z prośbą o instalację sygnalizacji świetlnej, które zostały jednak odrzucone. ∑ po raz pierwszy pisał o tym problemie 19 stycznia. Niecałe dwa miesiące później, w pobliżu szkoły, pędzący polonez potrącił idącą na lekcje 10-letnią Dominikę (pisaliśmy o tym 23 marca). Szczęśliwie dla dziecka, samochód odrzucił ją na chodnik i skończyło się tylko na potłuczeniach. Uratowała ją gruba puchowa kurtka. – To oburzające, że urząd nic nie robi w tej sprawie. Często dochodzi tu do podobnych zdarzeń. Nie pomagają apele szkoły ani mieszkańców – mówił oburzony ojciec Dominiki. Zdaniem rodziców, policja doskonale wie o występującym na tej trasie problemie. Pierwsze słowa przybyłego na miejsce policjanta brzmiały podobno: „znowu Daszyńskiego?”. Wreszcie podjęto decyzję o zainstalowaniu sygnalizatorów. Ale to nie wszystkich zadowala. 2 marca radni zwrócili się do prezydenta z interpelacją, by zamiast oświetlenia zatrudnić około dziesięciu osób długotrwale bezrobotnych w charakterze asystentów drogowych dla dzieci. Osoby te, popularne „stopki”, wyposażone w odblaskowe kamizelki i znaki „stopu”, czuwałyby na bezpiecznym przejściem dzieci na drugą stronę jezdni. – Koszt zatrudnienia osoby bezrobotnej od godziny 7.30 do 16. byłby wielokrotnie niższy niż koszt wykonania kolejnej sygnalizacji świetlnej. Naszym zdaniem zatrudnienie jednej osoby wraz z zakupem odzieży i sprzętu wyniósłby rocznie około 14 tysięcy złotych – twierdzi Michał Jaśniok. – Korzyści z realizacji programu pilotażowego są natomiast bardzo ważne – dzieci znalazłyby się opieką, rodzice także czuliby się spokojniejsi, a dziesięć rodzin borykających się od lat z problemem braku pracy znacząco poprawiłoby swoją sytuację materialną – argumentuje.
___________________________________________________________________________



7. Wypowiedź autorska o becikowym, Nowiny Gliwickie, 2005



Radni na przepisy wprowadzające tzw. becikowe powinni patrzeć w długiej perspektywie, tym bardziej, że trwają prace nad strategią polityki społecznej dla Gliwic na najbliższe 10 lat. Pamiętajmy, że becikowe jest pomyślane jako propozycja dla ubogich rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza 504 zł. Jeśli zatem nowe przepisy okażą się skuteczne, to w tej grupie obywateli naszego miasta nastąpi wyraźna dynamika urodzeń. Szacuje się, że pełne odchowanie dziecka (najpierw pieluszki, zakup żywności, potem także podręczników, biletów do kina, dojazdów do szkoły, kieszonkowe dla pociechy) to 150 000 zł zakładając minimalistycznie, że rodzice sprawują opiekę nad dzieckiem do 18 roku życia. Wierzę, że gliwiczanie, którzy zdecydują się posiadanie dziecka zachęceni becikowym będą dobrymi rodzicami, ale wiem także, że dla wielu z nich wydanie pozostałych 149 000 zł nie będzie możliwe. Musimy zatem przygotować się do istotnych zmian funkcjonowania pomocy społecznej, przewidzieć konieczność wydatkowania ogromnych sum pieniędzy na nowe zasiłki, a nawet zapewnić nowe miejsca w domach dziecka. Musimy bowiem zakładać, że zdarzą się wyrodni rodzice, którzy zechcą urodzić dziecko tylko po to, by otrzymać 500-1000 zł w gotówce na „bieżącą konsumpcję”, a dalszy los ich potomka będzie dla nich nieistotny. Poselską propozycję traktuję jako nieprzemyślaną, a nawet niebezpieczną. Co oferowałbym w zamian? Tanie przedszkola, w których pracę angażowaliby się wolontariusze: zarówno licealiści, jak i osoby starsze na emeryturze, bony dla rodzin, bez względu na ich dochody, dające im możliwość objęcia swych pociech nieodpłatnymi szczepieniami, programami zdrowotnymi i edukacyjnymi, pomoc rzeczową (w naturze), nigdy jednak nie oferowałbym pieniędzy do ręki. Posłowie muszą zrozumieć, że ich kampania wyborcza skończyła się kilka miesięcy temu. Wprawdzie nowe wybory tuż-tuż, ale kupowanie głosów, i to w taki sposób, jest nieodpowiedzialne i na pewno nie tworzy jakiegokolwiek systemu polityki społecznej.



___________________________________________________________________________



8. O społeczeństwie obywatelskim, Nowiny Gliwickie, 2005



„Budujmy społeczeństwo obywatelskie” - hasło tyleż piękne, co niezwykle trudne w realizacji. To trochę tak, jak w tej popularnej piosence, w której do tanga trzeba dwojga. Budowanie nie może polegać na negowaniu, ośmieszaniu czy wyszukiwaniu marnych powodów prawno – formalnych. Budowanie powinno polegać na dialogu, współpracy a także kompromisach. Czy w Gliwicach mamy społeczeństwo obywatelskie? Z pewnością tak a jego wielkim kreatorem jawi się prezydent miasta. Ale medal, nawet najbardziej zaszczytny ma dwie strony. Zdaniem radnych Michała Jaśnioka i Ryszarda Malca jest wiele spraw pokazujących, że owszem budujmy, ale tylko zgodnie z planem jaki pasuje władzy. Inne – po większych lub mniejszych perturbacjach najczęściej przepadają w głosowaniu radnych albo w ogóle się w porządku obrad sesji nie pojawiają.



Ilustracją mogą być trzy, jak najbardziej obywatelskie przypadki – uchwała o konsultacjach społecznych, projekt uchwały o inicjatywie ustawodawczej mieszkańców, a także tworzenie niezwykle istotnego dokumentu, jakim jest Miejska Strategia Rozwiązywania Problemów Społecznych. Temat nie nowy, dogrywany przez wiele miesięcy, prezentowany przez grupę radnych, omówiony i przeanalizowany przez urzędowych prawników. Cóż z tego, skoro nie znajduje przychylności rady. – Jesteśmy już po burzliwej dyskusji na ten temat, która miała miejsce podczas sesji. Uchwałę odesłano do poprawki, a wypowiedzieć się na ten temat mają ci sami urzędowi prawnicy – Jaśniok jest zrezygnowany takim obrotem sprawy. Poszło m.in. o brak zapisu dotyczącego konsultacji z pomocą Internetu a także sprecyzowania roli rad osiedlowych . Poza tym i radni i prezydent stwierdzili, że konsultacje funkcjonują: były dwa razy i inicjatywa nie pochodziła tylko od prezydenta, więc element społeczny jest. – Najciekawsze jest to, że zdaniem części radnych nasz projekt... utrudniałby konsultowanie z mieszkańcami ważnych dla miasta spraw, innymi słowy „odwrócono kota ogonem” - komentuje Jaśniok. W tym przypadku chodzi o zmiany w statucie miasta – poszerzenie listy podmiotów mających inicjatywę uchwałodawczą. Dotąd miał ją prezydent, w nowej wersji dochodziłby rady osiedlowe i grupy liczące ponad 200 mieszkańców.
Szczególnie gorącą dyskusję wywołała ostatnia kwestia, przybierając wymiar sporu ideologicznego w stylu, jak należy rozumieć demokrację. Jaśniok – jeden z wnioskodawców uchwały – był zdumiony, gdy usłyszał od grupy radnych, że pomysł przyznania inicjatywy mieszkańcom to uwstecznienie demokracji. Były także wątki osobiste – sugerowano, że wnioskodawcy chcą na takich działaniach zbić swój polityczny kapitał i zabłysnąć. – Niektórym mieszkają się pewne kwestie, ale pozostawię to bez komentarza – mówi radny (...).
Michał Jaśniok stracił cierpliwość i złożył na prezydenta miasta skargę. Żaden radny jeszcze tego nie zrobił. Rzecz dotyczyła braku odpowiedzi w wymaganym przepisami terminie na jego interpelację a także niedotrzymania publicznie składanych obietnic w związku z opracowywaniem strategii rozwiązywania problemów społecznych. Jaśniok nie składał skargi ze względu na swój interes prawny – to też precedens. Dlaczego do tego doszło? – Ciśnienie środowiska gliwickich organizacji pozarządowych było bardzo duże. Odbierałem w sprawie strategii wiele telefonów. Niejasność sytuacji, niedostępność dokumentu – radni i organizacje nie miały wglądu nawet do wersji roboczej – budziło różne skojarzenia. NGO–sy chciały się wypowiedzieć, ale nie mogły, bo strategią zajmował się tylko zespół roboczy. Poza tym to bardzo ważny dokument jeśli chodzi o pozyskiwanie funduszy unijnych przez organizacje. Złożyłem więc interpelację, pytając w niej o przyczyny niedotrzymania, po raz kolejny, złożonej publicznie obietnicy przedstawienia do konsultacji społecznych tego dokumentu. I czekałem. Niestety, okazało się, że na próżno. Terminy przeszły a odpowiedzi nie było – opowiada Jaśniok (...). Na październikowej sesji radni skargę swojego kolegi odrzucili. Wpierw jednak wysłuchali obszernego tłumaczenia Andrzeja Karasińskiego, zastępcy prezydenta miasta. - Długo przekonywał radnych, że w kwestii strategii zrobiono bardzo dużo, że pośpiech mógłby zaważyć na jakości tego dokumentu. Swoje wywody poprał dwoma opasłymi tomiskami, w sumie liczącymi 400 stron. To był raczej zbiór życzeń, a nie strategia – Jaśniok wie co mówi, bo właśnie obronił pracę doktorską z tej tematyki. Wie jak buduje się dobrą strategię i jakimi prawami się rządzi. To co zobaczył, wcale nią nie było. – Tekst napisano dużym rozmiarem czcionki i z tego względu sprawiał wrażenie tomisk właśnie – dodaje radny. Jego zdaniem skarga sprowokowała pytanie: czy w polityce trzeba dotrzymywać słowa. Koledzy Jaśnioka głosując za jej odrzuceniem udowodnili, że nie. – Poza tym takie działanie pokazało, że w radzie jest pewien układ, że część radnych będzie broniła prezydenta. Nastąpił precedens, na dłuższą metę niebezpieczny – sprawę odrzucono, gdyż prezydent uznał, że nastąpiła nadrzędność – jakość dokumentu ważniejsza od obietnicy. To niebezpieczna ścieżka, która może zostać wykorzystana do „przepchnięcia” innych ważnych dokumentów. Jaśniokowa skarga ma i swoją dobrą stronę - wygenerowała szybsze działania związane ze strategią: dwa dni po sesji Jaśniok trzymał w ręku płytki z dokumentem roboczym. Miesiąc później, w grudniu strategia była gotowa i radni otrzymali jej tekst. – To dobrze przygotowany dokument, liczy tylko 50 stron i jest zrobiony zgodnie ze sztuką – mamy wstęp, analizę otoczenia, dziesięć merytorycznych zagadnień. Można powiedzieć, że teraz to strategia z krwi i kości, a nie zbiór luźnych myśli, jak to miało miejsce np. w przypadku strategii edukacyjnej.
___________________________________________________________________________



9. Wypowiedź autorska Michała Jaśnioka o swobodzie wypowiedzi, Nowiny Gliwickie, 2006



Możliwość swobodnego głoszenia opinii przez radnego (posła, senatora), który dzięki temu może reprezentować swych wyborców, jest fundamentem demokracji. Rada Miejska w pierwszym z podjętych stanowisk uznała, że dr. Urbanowi wypowiedziano umowę w Szpitalu nr 1 dlatego, że miał odwagę głosić inne poglądy, niż te „oficjalne i jedynie słuszne”. Nie ma w tej sprawie znaczenia, czy była to umowa o pracę czy zlecenie – rozwiązanie umowy uznano za odwet. Pisemne stanowisko Prezydenta - a konkretnie jego pierwszy akapit - w moim przekonaniu tylko potwierdza, że tak właśnie się stało. Stanowisko Rady Miejskiej nie ma mocy sprawczej – jest jedynie wyrazem protestu przeciwko działaniom, które są po prostu skandaliczne. Drugie z podjętych stanowisk miało charakter ogólniejszy. Rada uznała w nim, że nie będzie tolerowała wywierania presji na samorządowców i stosowania wobec nich restrykcji za głoszone poglądy, bez względu na to, jaką opcję polityczną reprezentują. Jeśli kolejne takie próby nastąpią, również wtedy radni nie dadzą się zastraszyć, a ich protest będzie bardzo stanowczy. Z obydwu decyzji Rady Miejskiej powinni cieszyć się Gliwiczanie – są one sygnałem, że radni będą reprezentowali opinie mieszkańców, a nie będą milczeć w obawie, że np. stracą pracę.
___________________________________________________________________________



10. Wypowiedź autorska Michała Jaśnioka o Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych w Gliwicach, Nowiny Gliwickie, 2006



Prace nad Strategią Polityki Społecznej wkroczyły w decydującą fazę. Prezydent wraz z zespołem roboczym zaproponował tylko szkielet dokumentu, zatem to, jaka będzie faktyczna jego treść i znaczenie dla przyszłości miasta w dużej mierze zależeć będzie od radnych oraz liderów organizacji pozarządowych. Komisja ds. Rodziny i Polityki Społecznej przedstawiła 22 propozycje, będące wynikiem intensywnej współpracy z NGOS-ami. Odnieśliśmy się do jednego z 10 priorytetów strategicznych poświęconemu służbie zdrowia, przedstawiając koncepcję rozwiązywania problemów środowiska osób niepełnosprawnych. Skorzystaliśmy z ogromnej wiedzy dr Anny Franek, nad wieloma rozwiązaniami pracowała także Komisja Edukacji pod kierunkiem p. Iwony Filar oraz Komisja Doraźna kierowana przez dra Marka Kopałę. Omówię tylko jeden z przykładów ukazujący różnice, które zarysowały się między Prezydentem a radnymi. Prezydent proponuje, by „zwiększenie aktywności społecznej osób niepełnosprawnych” odbywało się poprzez „tworzenie warunków do zachowania samodzielności i niezależności” oraz „wyrównywanie szans na rynku pracy”. Dla Komisji ds. Rodziny takie slogany są niewystarczające. Zaproponowaliśmy zatem następujące przedsięwzięcia: (1) rozwój kompleksowego systemu rehabilitacji (od wczesnej interwencji u dzieci do rehabilitacji zawodowej osób dorosłych), (2) poszerzanie przestrzeni dla osób niepełnosprawnych, np. poprzez likwidację barier architektonicznych, wprowadzenie systemu słuchawkowego dla osób słabo słyszących w fotelach kina studyjnego, (3) wykonanie adaptacji lub utworzenie jednego budynku komunalnego dostosowanego do potrzeb osób z uszkodzonym narządem ruchu, (4) rozwój oferty towarzystw budownictwa społecznego odpowiadającej zapotrzebowaniu środowiska osób niepełnosprawnych, (5) budowę mieszkań chronionych, w szczególności dla osób starszych, (6) zatrudnienie asystentów osób niepełnosprawnych, w tym osób potrafiących porozumiewać się językiem migowym, którzy świadczyliby pomoc osobom niepełnosprawnym, gdy z pewnych powodów rodzina nie jest w stanie zapewnić niepełnosprawnemu właściwej opieki, a także pomagaliby osobom niepełnosprawnym w załatwianiu spraw urzędowych, (7) zakup nowych mikrobusów obsługujących ruch osób niepełnosprawnych oraz (8) upowszechnianie dostępu do Internetu dla osób niepełnosprawnych. Nawet ten jeden przykład pokazuje, że różnice podejścia do Strategii pomiędzy Prezydentem a Komisją są uderzające, Komisja ds. Rodziny opowiedziała się za wariantem „mniej sloganów – więcej konkretów”. Zasygnalizowaliśmy ponadto konieczność dalszej pracy nad wdrażaniem działań oraz ich kontrolą, gdyż te dwa fundamentalne etapy procesu strategicznego zostały przez Prezydenta zupełnie pominięte! Uważam, że potrzebna jest strategia z krwi i kości, a nie książka, którą można „odfajkować” i położyć na półkę. Cieszę się, że przedstawiciele zespołu roboczego, naukowcy z Politechniki Śląskiej podczas spotkania konsultacyjnego wykazali się ogromną otwartością i chęcią dalszej pracy nad dokumentem wielokrotnie podkreślając, że zgłoszone uwagi są cenne i zostaną w dużej mierze uwzględnione. To ważny sygnał, który może zachęcić większe grono osób (także czytelników Nowin) do dyskusji na temat przyszłości naszego miasta. Wszelkie nowe, mądre, kreatywne pomysły są na wagę złota.
___________________________________________________________________________



11. Wypowiedź autorska Michała Jaśnioka o dokonanych zmianach w Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych w Gliwicach, Nowiny Gliwickie, 2006



Strategia rodziła się w bólach, ale została wreszcie przyjęta. Jej nowa treść tylko w niewielkim stopniu przypomina to, prezydent zaproponował do uchwalenia w ubiegłym miesiącu. Komisja ds. Rodziny i Polityki Społecznej aktywnie włączyła się do pracy, zgłaszając łącznie kilkadziesiąt poprawek. 99% z nich zostało przez prezydenta uwzględnionych. Poprawiona Strategia została umiejętnie powiązana m.in. z narodowym planem rozwoju, strategiami wojewódzkimi i sektorowymi, analiza sytuacji społecznej została przedstawiona rzeczowo, podejmowane w jej następstwie decyzje strategiczne są logiczne, spójne, przedstawione w przejrzysty sposób. Kształt opracowania jest na tyle elastyczny, że w przyszłości łatwo będzie można wprowadzać niezbędne korekty. Trzeba przyznać, że pięcioosobowy zespół dokonujący ostatecznej redakcji uchwały wykonał dużo pracy i zebrał na sesji zasłużone gratulacje. Dzięki przyjętej przez radnych Strategii organizacjom pozarządowym łatwiej będzie pozyskać środki zewnętrzne (np. z Europejskiego Funduszu Społecznego), by realizować zadania w zakresie polityki społecznej. Przede wszystkim jednak Strategia daje możliwość tworzenia na jej postawie planów szczegółowych (sektorowych na poziomie operacyjnym), np. planowanych działań na rzecz osób niepełnosprawnych, rozwoju rynku pracy, edukacji, podnoszenia poziomu zdrowia. Innymi słowy radni przyjmując Strategię przyjęli podstawowe kierunki działania, a w nieodległej przyszłości czeka nas praca trudniejsza i jeszcze ważniejsza – wskazanie sposobów realizacji konkretnych zadań, czyli harmonogramu, niezbędnych środków, źródeł finansowania i realizatorów. Komisja powołała już zespół roboczy do opracowania jednego z takich planów – działań na rzecz osób niepełnosprawnych. Jeśli wysokie tempo prac zostanie zachowane, to nasza propozycja zostanie niebawem skierowana do konsultacji społecznych.
___________________________________________________________________________



12. O sprzedaży alkoholu tuż koło bram gliwickich szkół, Dziennik Zachodni, 2006



Korzystny dla handlowców projekt uchwały dotyczący sprzedaży alkoholu przegłosowali na ostatniej sesji gliwiccy radni. Zmniejszyli mianowicie wielkość stref objętych zakazem sprzedaży alkoholu. Zgodzili się, aby alkoholem wolno było handlować w odległości zaledwie 50 metrów od szkół, przedszkoli, placówek opiekuńczo-wychowawczych dla dzieci, kościołów i kaplic. W starej uchwale odległość ta wynosiła 100 metrów. Radny Ryszard Trzebuniak nie miał wątpliwości: inne rozwiązanie uderzyłoby w przedsiębiorców przez wiele lat obecnych na gliwickim rynku. A także w nich jako pracodawców. Nie brakowało radnych, którzy mówili, o jakie lokale chodzi. Że z tradycjami i o rozpijaniu młodzieży nie może być w nich mowy, bo właściciele pieczołowicie tego pilnują. A niektóre z tych lokali już zaczynały odczuwać skutki wprowadzonej w 2003 roku uchwały - wygasały im koncesje na sprzedaż alkoholu i miały problemy z uzyskaniem kolejnych.
Odmiennego zdania był przewodniczący Komisji ds. Rodziny i Polityki Społecznej Michał Jaśniok. Proponował, by spojrzeć na skutki głosowania nie tylko w kontekście interesów grupy przedsiębiorców - i to wcale nie tak licznej. Zasadnicza jednak wątpliwość była taka: dlaczego nie wypowiedziała się w tak istotnej kwestii Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych? Handlowcy zgodnie podkreślali, że Komisja do Spraw Rodziny chyba rodzin nie ma, skoro obstaje za czymś, co w efekcie kończyłoby się pozbawieniem miejsc pracy samotnych matek i innych osób obarczonych rodzinami. Zgoła inne zdanie ma Michał Jaśniok, przewodniczący komisji. W jego przekonaniu nie wolno posługiwać się populistycznymi argumentami, bo w istocie przegłosowana uchwała dotyczy interesu grupki przedsiębiorców. Na sprawę natomiast trzeba spojrzeć w skali całego miasta i interesu tych, którzy sami nie mogą jeszcze o sobie decydować - dzieci i młodzieży. Radni, którzy nie zgadzali się z projektem uchwały argumentowali, że w Gliwicach zaszły procesy odwrotne od tych, które dzieją się w kraju i w Europie, gdzie nie można alkoholi zachwalać na reklamach zewnętrznych, a w telewizji jego reklamy pojawiają się po 23. Jaśniok nie tylko był przeciwny temu, co się stało podczas głosowania. Poszedł dalej - zgłosił do protokołu votum separatum. Aby odciąć się od wszystkich skutków, jakie jego zdaniem, ta decyzja Rady niesie na przyszłość.
Mówi Michał Jaśniok, radny: Nie godzę się na to, aby rozwiązania systemowe były konstruowane pod kątem kilku podmiotów gospodarczych, których interesy mają być zabezpieczone. Musimy patrzeć na sprawę znacznie szerzej. Właściciele lokali twierdzą, że ograniczenie jakie niosła uchwała w poprzednim brzmieniu, spowodowałyby konieczność zwolnienia ich pracowników. Ten argument jest populistyczny. Czy w rewanżu mam kierować do nich matki, albo też całe rodziny, które trafiają do mnie, a ich życie zrujnował alkohol? Rolą Komisji ds. Rodziny jest zwracanie uwagi na to, jakie społeczne skutki przynoszą podejmowane uchwały. Kwestią budzącą wątpliwości nie jest w tym przypadku sprzedaż alkoholu dzieciom i młodzieży, bo ta sprawa została już uregulowana - to oczywiście przestępstwo. Problem, na który zwracam uwagę, ma charakter obyczajowy i dotyczy zgody na dorastanie najmłodszych mieszkańców miasta w bliskim sąsiedztwie alkoholu. Jestem pewny, że w dyskusji przedstawiłem punkt widzenia wielu osób, które już dzisiaj skarżą się na złą sytuację. Szkół, przy których tuż za płotem działąją lokale, czy też mówiąc wprost - knajpy - jest dużo, a za sprawą podjęcia tej nieszczęsnej uchwały może być ich więcej. Ciekawe, że nikt z autorów tego rozwiązania nie zadał sobie trudu, by spytać o opinię Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Głos tego gremium (złożonego ze specjalistów - pracowników pomocy społecznej, terapeutów, policjantów) jest bardzo ważny. Zabrakło go.
___________________________________________________________________________



13. O współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi, Dziennik Zachodni, 2006



Pozarządowe Centrum Inicjatyw Społecznych sądzi się z Urzędem Miasta o 3 tysięcy złotych, które magistrat powinien zapłacić za zrealizowany przez CIS program "Starszy brat, starsza siostra". Smaczku sprawie dodaje fakt, że dwukrotnie miało już dojść do podpisania ugody, przy czym za każdym razem radca prawny magistratu wycofywał się. Ostatni raz kilka dni po tym, kiedy sam zaproponował ugodę (...) W ostatnim piśmie procesowym pojawiły się ponadto argumenty, których urząd do tej pory nie wytaczał, a są one nieprawdziwe. Choć sądzimy się o pieniądze, dowiedzieliśmy się, że nie przedstawiliśmy sprawozdania merytorycznego. Czemu więc wcześniej byliśmy za nie chwaleni? - zastanawia się Joanna Sarre, wiceprezes Centrum Inicjatyw Społecznych. Zaprosiłem na posiedzenie obie strony konfliktu oraz radcę prawnego magistratu. Na tym etapie nie chodziło nam tylko o sprawdzenie zasadności skargi, bo przede wszystkim chcieliśmy doprowadzić do kompromisu - mówi radny Michał Jaśniok, przewodniczący komisji. - Sądziliśmy, że się udało, spotkanie miało miejsce w Gliwickim Centrum Organizacji Pozarządowych, a jego szef podsunął pomysł, że skoro zakończył się rok budżetowy i nie można realizować zobowiązań, to sprawę można sfinalizować w drodze ugody sądowej. Jako komisja zawiesiliśmy więc postępowanie skargowe, licząc, że skoro strony się dogadały, to spór umrze śmiercią naturalną. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że pomimo wcześniejszej zgody na ugodę sądową magistrat wycofał się przed rozprawą sądową. Wówczas CIS wystąpił z pozwem do sądu. Na niejawnym posiedzeniu sąd we wrześniu ubiegłego roku wydał Urzędowi nakaz płatniczy. Jednak ten odwołał się. Skarga wróciła więc na posiedzenie komisji ds. rodziny, która uznała argumenty CIS za zasadne. Uchwały w tej sprawie nie podpisał jednak radca prawny Urzędu Miasta. - Domyślam się, że nie bez znaczenia jest fakt, że radca reprezentuje jedną ze stron postępowania: musiałby podpisać dokument uznający skargę na... swego pracodawcę - dodaje Jaśniok.. Ostateczną decyzję o uznaniu skargi CIS miała podjąć Rada Miejska. Michał Jaśniok dodaje, że doszło wówczas do kuriozalnej sytuacji. Radny miał bowiem odczytać treść uzasadnienia skargi, ale nie pozwolono mu z uwagi, że druk został... wycofany. Dlaczego? Bo sprawa toczy się przed sądem i radnym nie wolno odnosić się do spraw "w biegu". Kiedy uchwała stanęła na kolejnym posiedzeniu Rady Miejskiej scenariusz powtórzył się i znów skarga CIS została wycofana. Joanna Sarre podkreśla, że nie odczuła, by mimo wytoczenia armat, CIS był przez magistrat traktowany gorzej. Dostaje kolejne dotacje, przy czym... nieprecyzyjne zapisy zostały w umowie poprawione.
___________________________________________________________________________



14. O sposobie prywatyzacji szpitali, Dziennik Zachodni, 2006



Jak zarządzane są gliwickie szpitale, zwłaszcza zaś budząca najwięcej emocji "jedynka"? Wyniki finansowe wskazują, że choć problemów nie ubędzie z dnia na dzień, wychodzą na prostą. Remontowane, doposażane w nowoczesny sprzęt, przede wszystkim zaś - nie generują długów. Wypowiedzi radnych, którzy zwołali nadzwyczajną sesję w sprawie zwolnienia z "jedynki" radnego Tadeusza Urbana, wprawiły wielu naszych Czytelników w osłupienie. Bo dyskusja przerodziła się w sąd nad dyrektor Ewa Świderską, likwidatorem "jedynki". No to jak jest w tym szpitalu - dobrze czy źle?
Senator Jadwiga Rudnicka nigdy nie ukrywała słów krytyki dla gliwickiego samorządu. Stwierdziła nawet, że w Gliwicach jest trudniej i gorzej niż gdziekolwiek indziej. Inni radni twierdzą wprost - reklamowanie dokonań Świderskiej to marketing polityczny. Gorzej - propaganda. Należy do nich radny Michał Jaśniok. Tadeusz Urban i inni radni z PiS dorzucają łamanie praw pracowniczych i fatalną atmosferę, panującą wśród pracowników szpitala - bez względu na zajmowane stanowisko. Dotyczy to także kondycji finansowej pracowników, spowodowanej oszczędnościami, wprowadzonymi przez dyrekcję.
___________________________________________________________________________



15. O uratowaniu przed likwidacją szkoły w Sośnicy, Dziennik Zachodni, 2006



Euforia zapanowała wśród zgromadzonych w magistracie mieszkańców na wieść o wyniku głosowania nad zlikwidowaniem sośnickiej Szkoły Podstawowej nr 15. Radni nie zaakceptowali propozycji władz miejskich. "Piętnastka" i SP nr 21 nie zostaną więc połączone. - Nasza szkoła zostaje, wygraliśmy! - nie kryła radości Joanna Kozioł, matka dwójki dzieci uczęszczających do tej placówki. Dawno na sesji nie było dyskusji tak gorącej i emocjonalnej. Na miejscach dla mieszkańców przysłuchujących się obradom usiedli bowiem przedstawiciele rodziców i społeczności Rady Rodziców Szkoły Podstawowej nr 15 w Sośnicy. Ludzie wiedzieli bowiem, że losy "ich" placówki będą się bowiem ważyć właśnie na tej sesji (...) Argumentacja, przedstawiona przez prezydentów Jana Kaźmierczaka i Zygmunta Frankiewicza nie trafiła do rodziców zgromadzonych na sali. Troska o przyszłość i szanse na lepszy, życiowy start nie zostały zaakceptowane. Co ważne - nie przekonały także radnych na tyle, aby mogli oni przegłosować projekt uchwały zgodnie z intencjami miasta. (...) - Ile to kosztowało! Z naszych pieniędzy! - rozlegały się głosy z sali. Frankiewicz wyjaśnił, że było to dokładnie 3 tys. 118 zł. Konsultacja społeczna jednak nie powiodła się, odpowiedzi na list nie było wiele. Przeciwni pomysłowi radni - m.in. Michał Jaśniok - powiedzieli DZ po sesji, że inaczej być nie mogło, bo w liście nie było pytania, ale już konkretna teza, którą udowadniano.
___________________________________________________________________________



16. Wypowiedź autorska Michała Jaśnioka o problemach demograficznych miasta, Nowiny Gliwickie, 2005



Jestem przedstawicielem pokolenia, które w pewnym sensie przyczynia się do narastania problemu demograficznego. Młodzi ludzie mają dziś nie lada kłopot, by zapewnić swoim rodzinom funkcjonowanie w ramach jakiejkolwiek stabilności. Pracujemy po 12 godzin równocześnie ucząc się, uczymy się, by mieć potem jakąkolwiek szansę na pracę, którą zresztą można stracić w 2 tygodnie, w tym samym czasie spłacamy kredyty, czasem nie własne, lecz rodziców i bierzemy kolejne, chociażby na mieszkanie. No właśnie - mieszkanie! Czy można realnie myśleć o założeniu rodziny mieszkając w kawalerce lub z rodzicami? Tą wypowiedzią nie odkrywam niczego nowego, bo wszyscy widzą, jak jest. Ale proszę w imieniu wielu współczesnych dwudziesto- i trzydziestolatków o większą wyrozumiałość dla nas! Płodzenie licznego potomstwa nie jest problemem, ale zakładanie rodziny na tej za wszech miar miłej i demograficznie pożytecznej czynności seksualnej się nie kończy. Dzisiaj realizacja ścieżki: nauka – praca – rodzina – trwa po prostu dłużej.
___________________________________________________________________________




17. O funkcjonowaniu taxi-busów dla osób niepełnosprawnych, Gazeta Wyborcza, 2006



Magistrat nie wywiązuje się z obietnicy zapewnienia nam tańszego transportu - alarmują gliwiccy niepełnosprawni. Od 1 sierpnia miasto zawiesiło program, dzięki któremu mogli podróżować specjalnym mikrobusem. Samochód jest własnością miasta, które do jego obsługi wynajmowało zewnętrznego przewoźnika. Niepełnosprawni mieszkańcy Gliwic, niezależnie od pory dnia, mogli telefonicznie wezwać auto. Płacili tylko 80 gr za kilometr, resztę dokładał magistrat. Jednak szybko się okazało, że takie rozwiązanie nie funkcjonuje jak należy. Dostawałam coraz więcej sygnałów, że pod wskazany numer nie można się dodzwonić, a jak już się uda, to mikrobus się spóźnia nawet kilkadziesiąt minut. Ludzie notorycznie narzekali też na nieuprzejmość kierowców. Zdarzało się też, że kierowca odmawiał przyjazdu, tłumacząc, że mu się nie opłaca. Poza tym samochód był już naprawdę bardzo wysłużony - wylicza Janina Stoksik, szefowa Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych w Gliwicach.
Skargi przyniosły skutek i miasto w maju rozwiązało z nim umowę.
Jak się okazało, to był dopiero początek kłopotów. Przez miesiąc taxibusem jeździli na zlecenie kierowcy PKM-u, a od sierpnia samochód stoi na parkingu, bo magistrat nie rozpisał jeszcze przetargu na świadczenie usług transportowych. Jerzy Myczkowski, naczelnik wydziału zdrowia i spraw społecznych, tłumaczy, że wszystkiemu są winne względy proceduralne. - Po prostu trudno jest znaleźć przewoźnika, które spełnia wszystkie wymagania. Mogę zapewnić, że zrobimy wszystko, żeby ten problem jak najszybciej rozwiązać. Przygotowujemy się także do zakupu nowego mikrobusu, który zastąpi wysłużony pojazd. Jednak żadnych konkretnych terminów nie mogę na razie podać - mówi Myczkowski. Michał Jaśniok, przewodniczący komisji ds. rodziny i polityki społecznej, który rozpatrywał skargi użytkowników taxibusu. - Miasto powinno raczej samo pomyśleć o zatrudnieniu wykwalifikowanego kierowcy wraz z pomocnikiem. Specjalnie wyszkoleni w Ośrodku Pomocy Społecznej pracownicy to pewniejsze rozwiązanie niż szukanie na siłę jakiejś przypadkowej firmy - mówi Jaśniok.
___________________________________________________________________________



18. O tym, jak to mieszkańcy części Zatorza stali się sośniczanami, Gazeta Wyborcza, 2006



Gliwiccy radni, dzieląc na nowo miasto na okręgi wyborcze, przyłączyli część Zatorza do Sośnicy. - To jakieś nieporozumienie. My nie mamy nic wspólnego z Sośnicą - mówią mieszkańcy ul. Chorzowskiej. Skąd całe zamieszanie ze zmianą okręgów wyborczych? Dlatego, że gliwiczan jest coraz mniej. Od ostatnich wyborów liczba mieszkańców miasta spadła poniżej 200 tys. To oznacza, że skład Rady Miejskiej w następnej kadencji zmniejszy się o trzy osoby - z 28 do 25. Ta zmiana wymusiła również opracowanie nowej siatki okręgów wyborczych. O kształcie nowego podziału radni zadecydowali podczas ostatniego posiedzenia rady. Większość zmian nie wzbudziła kontrowersji. Oburzeni są tylko mieszkańcy Zatorza, mieszkający przy ul. Chorzowskiej oraz jej przecznicach. Trafili do jednego okręgu obejmującego Sośnicę i Ligotę Zabrską. - Przecież my nigdy nie byliśmy w żaden sposób nijak związani z Sośnicą. To całkiem inna część miasta. Może i wydaje się blisko, ale oddziela nas szerokie torowisko linii Katowice - Wrocław i rzeka Bytomka. Nawet dojechać nie ma jak, chyba tylko jeden autobus kursuje - mówi Stanisław Pera, który przy ul. Chorzowskiej mieszka od kilkudziesięciu lat. - Nic nas też nie łączy historycznie. Sośnica była kiedyś częścią Zabrza. Mieszkańcy obawiają się, że nie będą mieli szans na wybór własnego reprezentanta. W okolicach ul. Chorzowskiej mieszka jedynie 2000 mieszkańców, podczas gdy w Sośnicy i Ligocie Zabrskiej ponad 37 tys. Do podziału jest pięć mandatów. - Dojdzie do tego, że nasz radny będzie na co dzień mieszkał w Sośnicy i nie będzie miał z Chorzowską nic wspólnego - argumentuje Dorota Kubica, mieszkanka Zatorza. Takie rozwiązanie nie podoba się także Michałowi Jaśniokowi, radnemu z Zatorza: - To nie do pomyślenia, żeby wyrwać nagle główną ulicę i zrobić z niej dodatek do Sośnicy. Takie działanie to przykład przedmiotowego traktowania ludzi, którzy przez lata byli mieszkańcami Zatorza. Jakie zatem jest uzasadnienie takiego podziału na okręgi wyborcze? Według przedstawicieli gliwickiego magistratu, wszystkiemu winna jest dramatycznie szybko zmniejszająca się liczba mieszkańców Sośnicy. - Chcieliśmy, żeby podział na okręgi wyborcze był decyzją stałą. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy liczba mieszkańców Sośnicy zmniejszyła się o 450 osób. Przy dalszym spadku liczby mieszkańców w takim tempie wkrótce doszłoby do sytuacji, w której nie można by wyłonić nawet minimalnie wymaganej w jednym okręgu liczby pięciu radnych. I znów trzeba by dokonywać zmian. Stąd przyłączenie do okręgu ul. Chorzowskiej - wyjaśnia Joanna Lenczowska z Urzędu Miasta w Gliwicach. Takie wytłumaczenie nie przekonuje jednak mieszkańców. - Rozumiem, że wszystko się musi zgadzać z przepisami ordynacji wyborczej, ale przecież to chyba wybory są dla ludzi, a nie odwrotnie - denerwuje się Kubica.
___________________________________________________________________________



19. Wypowiedź autorska Michała Jaśnioka o starcie w wyborach z listy niepartyjnej, Nowiny Gliwickie, 2006



Gdy odwiedzam jako radny mieszkańców w ich domach i przedstawiam sprawozdanie ze swojej pracy, informuję także o podjętej decyzji. Słyszę wówczas – to dobrze, że wreszcie będziemy mogli głosować po prostu na Pana, nie wspierając wbrew sobie jakiejś partii politycznej. Podjąłem zatem decyzję trudną, ale oczekiwaną. Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że partyjniactwo, szczególnie na szczeblu samorządowym, niczemu dobremu nie służy. Liczą się konkretni ludzie, ich zaangażowanie, uczciwość i realizacja programu wyborczego. Jest jeszcze drugi ważny powód – na listach tych znajdą się najbardziej znani społecznicy, liderzy lokalni, z którymi miałem przyjemność współpracować od lat. Skład tych list będzie dla wszystkich miłym zaskoczeniem. To właśnie idea tworzenia autentycznego ruchu społecznego, złożonego z ludzi wiarygodnych, a nie partyjnych działaczy, jest dla mnie najważniejsza i warto się w nią zaangażować.



20. O hali Podium, Gazeta Wyborcza, 2009



Budowa Podium ma się rozpocząć w przyszłym roku i potrwać do końca 2012 roku



Opozycyjni gliwiccy radni chcą poczekać z budową hali Podium, aż skończy się kryzys. - Z niczego nie będziemy się wycofywać - odpowiadają władze miasta.



Hala Podium to flagowa inwestycja miasta. Ma być jedną z najnowocześniejszych aren na południu Polski, która maksymalnie pomieści 15 tys. widzów. Inwestycja od początku imponowała nie tylko rozmachem, ale i ceną. Ma być co prawda dofinansowana kwotą 41,6 mln euro z funduszy unijnych, ale ostatnio miasto policzyło, że budowa będzie kosztowała 350 mln zł. - Ta kwota powinna się nieco zmienić na naszą korzyść, bo ceny usług budowlanych spadają. Ale ostateczną sumę poznamy dopiero po przetargu - mówi Janusz Moszyński, pełnomocnik prezydenta Gliwic ds. budowy hali.



Już teraz wiadomo, że miasto będzie musiało wziąć kredyt na realizację inwestycji. Na razie Gliwice badają możliwości zaciągnięcia pożyczki w Europejskim Banku Inwestycyjnym lub Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Na jaką kwotę i okres - tego jeszcze nie wiadomo.



Kredytowe plany ratusza niepokoją opozycyjnych samorządowców. Radni z Prawa i Sprawiedliwości podkreślają, że od początku opowiadali się za pomysłem budowy gliwickiej hali. - Ale zmieniła się rzeczywistość gospodarcza. Miasto podejmowało decyzję w tej sprawie w czasach koniunktury, teraz mamy kryzys. Właśnie dlatego nie poparliśmy tegorocznego budżetu, bo nadmiernie obciążają go wydatki na Podium - mówi Marek Kopała, szef klubu PiS w samorządzie. - Ucierpią na tym pozostałe inwestycje w mieście, takie jak rozwój komunikacji. Zaciągnięte kredyty sprawią, że w przyszłości władze będą miały związane ręce, bo trzeba będzie je spłacić. Dlatego opowiadamy się za wstrzymaniem budowy do czasu poprawienia sytuacji gospodarczej - dodaje Kopała.



Radny Michał Jaśniok z Forum Mieszkańców Gliwic, który jest doktorem nauk ekonomicznych i wykładowcą w Akademii Ekonomicznej w Katowicach, również zwraca uwagę na fakt, że w ciągu kilku najbliższych lat możliwości rozpoczęcia w mieście nowych inwestycji w związku z budową Podium będą mocno ograniczone. - Nie przygotowano biznesplanu dla tej inwestycji, więc towarzyszy jej bardzo wysokie ryzyko podjęcia błędnych decyzji - podkreśla Jaśniok.



Radny zaproponował, by zbadać, jaki obiekt stanowić będzie najsilniejszą konkurencję dla Podium (Spodek, a może Allianz Arena, hale sportowe w Czechach czy na Słowacji). - Chodzi o to, żeby Gliwice mogły się wyróżnić i zaproponować coś więcej. Na razie analizy marketingowe nie zostały przeprowadzone. Uznano, że najpierw powstanie Podium, a potem jakoś to będzie, np. uda się zorganizować mistrzostwa w piłce siatkowej. Przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na tak beztroską postawę, bo szybko zostałyby zmiecione z rynku. Każdą ważną inwestycję poprzedzają badaniami rynku - mówi Jaśniok i dodaje, że jego wnioski o przygotowanie profesjonalnego biznesplanu przed rozpoczęciem inwestycji pozostały bez echa.



Gliwiccy urzędnicy tłumaczą, że wstępne analizy dotyczące przyszłego funkcjonowania Podium zostały opracowane w tzw. studium wykonalności. Nikt też budowy hali nie zamierza wstrzymywać.



- To ogromna inwestycja, która będzie służyła naszym dzieciom i wnukom. Ale o żadnym nadmiernym obciążeniu finansów Gliwic na przyszłe lata nie ma mowy. Budżety może będą trochę bardziej napięte, ale na inne inwestycje też powinno starczyć - mówi Marek Jarzębowski, rzecznik prezydenta Gliwic.



21. O konsultacjach społecznych ws. likwidacji linii tramwajowej, Dziennik Zachodni, 2009



Najpierw manifestacja związkowców z Tramwajów Śląskich pod Urzędem Miejskim zakończona ich wdarciem się do sekretariatu prezydenta, potem sesja, na której radni zdecydowali, że nadchodzącemu referendum do Parlamentu Europejskiego nie może towarzyszyć pytanie o przyszłość tramwajów. Wszystko, zdaniem urzędników rozbija się o kompetencje. To bowiem nie radni, ani tym bardziej mieszkańcy mogą decydować o "być albo nie być" tego środka lokomocji, a zgromadzenie członków Komunikacyjnego Związku Komunalnego GOP.



Zygmunt, nie zabijaj tramwai! - ten nieortograficzny apel skierowany do prezydenta Zygmunta Frankiewicza był jednym z kilkunastu, jakie znalazły się na transparentach związkowców. Pod oknami jego gabinetu protestowali przedstawiciele wszystkich działających w TŚ związków zawodowych. W stronę budynku poleciał pomidor.



- Walczymy o swoje miejsca pracy, ale i o najtańszy oraz najbardziej ekologiczny środek komunikacji dla mieszkańców. W zajezdni gliwickiej pracuje 130 motorniczych. Ci, którzy nie będą obsługiwać linii w innych miastach, zostaną zwolnieni - mówił "PDZ" Janusz Ziober z WZZ Sierpień 80.





W Gliwicach plany likwidacji dotyczą tramwajów nr 1 i 4. Obie linie są deficytowe. Do obsługi "czwórki" w tym roku trzeba będzie dołożyć ponad 900 tys. zł, do "jedynki" ponad 2,3 mln zł. Urząd Miasta nie chce dłużej finansować zdezelowanego taboru i nieremontowanych od lat torowisk. Protestujący natomiast argumentują, że tramwaje przegrywają z autobusami, które miałyby ewentualnie je zastąpić, bo przez lata samorząd wspierał finansowo Przedsiębiorstwo Komunikacji Miejskiej. Ten, ich zdaniem, dzięki temu mógł kupować nowoczesne autobusy. Podkreślają też, że tramwaj to ekologiczny i bardziej przyjazny środek lokomocji.



Kilka tygodni temu w mieście zawiązał się Obywatelski Komitet Obrony Tramwajów. Z petycją o przeprowadzenie referendum do Urzędu Miasta zwróciła się też Rada Osiedlowa Środmieście. Oba gremia łączy m.in. osoba Andrzeja Pieczyraka, który w zeszłym roku zainicjował zbieranie podpisów o referendum w sprawie odwołania Zygmunta Frankiewicza. Jednym z argumentów zakończonej porażką akcji była niezałatwiona przez urzędników kwestia wyprowadzenia tranzytu TIR-ów z centrum miasta. Kolejna referendalna próba także nie powiodła się. M.in. dlatego, że urzędnicy uznali, że to nie oni są adresatem żądań, co okazało się podczas sesji.



- Rada Miasta nie może wpływać na inny organ, czyli na KZK GOP, bo zakwestionowałby to nadzór prawny wojewody - mówił m.in. prezydent Zygmunt Frankiewicz.



Tym samym na starcie padła propozycja Michała Jaśnioka, by przeprowadzić konsultacje społeczne. Z odpowiedzi prezydenta radny dowiedział się też, że nawet gdyby doszło do referendum, czy konsultacji, to opinia mieszkańców nie musi być wiążąca dla zgromadzenia członków KZK GOP.



Upadł tym samym pomysł, by dla ograniczenia kosztów referendum przeprowadzić jz wyborami do Parlamentu Europejskiego. Głosowanie "dwa w jednym" miałoby obniżyć koszty całego przedsięwzięcia, a jak stwierdził radny Marek Berezowski, byłyby one porównywalne z kosztem ustawienia sztucznej choinki przy ul. Dworcowej. Przypomnijmy, kosztowała ona 190 tys. zł. Stanowisko urzędników, opierających się na zaleceniach Państwowej Komisji Wyborczej jest jednak takie, by nie łączyć obu głosowań.



Kiedy więc rozstrzygnie się los gliwickich tramwajów? Jak powiedział nam Marek Jarzębowski, rzecznik Urzędu Miasta, zapewne w połowie maja.



- Przedstawicieli wszystkich miast wchodzących w skład KZK GOP zapoznamy m.in. z kosztami dalszego utrzymania obu linii. To od nich będą zależeć kolejne decyzje - podkreśla Marek Jarzębowski.



22. O konsultacjach społecznych ws. likwidacji linii tramwajowej, Gazeta Wyborcza, 2009



Zamiast referendum w sprawie gliwickich tramwajów jeden z radnych zaproponował konsultacje społeczne. Ale w magistracie nie chcą słyszeć o takim rozwiązaniu. - Wygląda na to, że decyzję arbitralnie podejmą urzędnicy - mówią obrońcy tramwajów.



Przeprowadzenia referendum w sprawie likwidacji gliwickiej linii tramwajowej i wprowadzenia w zamian autobusów domagała się grupa mieszkańców śródmieścia. Tłumaczyli, że o tak ważnej sprawie powinni zdecydować ludzie, a nie urzędnicy. Radni odrzucili ich petycję 14 głosami. 10 samorządowców wstrzymało się od głosu lub poparło projekt.
Pomysł referendum to odpowiedź na plany magistratu. Urzędnicy wyliczyli, że tramwaje nie są opłacalne. Miasto musi dopłacać do ich utrzymania miliony, a remonty wysłużonych wagonów i torowisk to worek bez dna. Dlatego chcą, zastąpić tramwaje autobusami.



- Nie można zobowiązywać prezydenta miasta wiążącym wynikiem referendum, skoro tak naprawdę formalną decyzję podejmuje KZK GOP - mówi Michał Jaśniok, jeden z samorządowców, i proponuje zorganizowanie w tej sprawie konsultacji społecznych.
Konsultacje nie są wiążące, a magistrat wykorzystuje wyniki jako ważny głos doradczy. Miasto sięgało już po takie rozwiązanie, choćby w przypadku kontrowersyjnego pomysłu zmiany nazw ulic nawiązujących do okresu PRL-u. Ankiety można było wypełnić w urzędzie miejskim albo wyciąć z miejskiego tygodnika i wysłać pocztą. W ten sposób za pozostawieniem starych nazw opowiedziało się ponad 3 tys. mieszkańców.